Sztuka była prawdą, dobrem i pięknem
Jest i dzisiaj u najbardziej wytrwałych jej sług
Czy potrzebujemy
jeszcze realności, skoro tkwimy po uszy w innej cybernetycznej przestrzeni?
Jesteśmy jej materiałem, karmimy ją wszystkim czym jesteśmy i co zachodzi...i tylko w części
jesteśmy jej architektami, inżynierami, programistami.
Jednak jest też tak, że odkrywamy to co wielu już wie od wieków, że Na początku było SŁOWO ale ono jednak też było CYFRĄ[1].
Ludzka sytuacja jest
zapętlona, nowość wydaje się tłumić wcześniejsze nawyki ale trzeba sobie
uświadomić, że Nic nowego pod słońcem. Skoro wyrażamy siebie i świat także
OBRAZAMI.
I
znowuż sztuka… dlatego, że jest uwodzicielska i nostalgiczna
W życiu gonimy za czymś wyjątkowym a jednak ona jest ciągle na spodzie jaźni
Gotowa dawać rękojmię czegoś bardziej pełnego, trwałego i
autentycznie przyjemnego i dobrego jednocześnie
Odskocznia od cezury kruchego życia
Ale nie tylko To
Gdyż
tworzy bukiety orkiestr malowniczych śnień …i zawsze zawsze czeka z fantazyjnym
pocieszeniem
Potrzebuję więcej świeżego powietrza – odczytywał artykulację głosu wewnętrznego, semiotycznie ustrukturyzowanych dźwięków. Więcej świeżego powietrza – powtarzało jakby echo w nieskończonym tunelu...I ciszy – Tak ciszy odrzekłem.
I
czegoś jeszcze? – Odebrałem to jak ironię, ale odpowiedziałem – Tak.
Lubiłem
patrzeć na obrazy, zatrzymując się na ich warstwie wizualnej i podświadomie
odbierając ich sens. Dlaczego nie miałbym lubić patrzeć na rzeczy przyjemne i
pozytywne - jakkolwiek, nawet nie wiedząc, co to może mi w efekcie przynieść.
Same
kompozycje kształtów jakieś, wysmakowanych barw, niczym życie.
To
rzecz transmutacji w Dobro – usłyszałem jakby Anioła.
Rodzimy się jako tabula rasa i głupcy i zaczynamy podróż poprzez świat. Wraz z pojawieniem się na świecie i później z uczynieniem pierwszego kroku zdobywamy doświadczenia, wiedzę a czasami wyjątkowo mądrość. Stopniowo jesteśmy coraz bardziej zdolni rozpoznać intuicję od empirii, legendę od faktu, bogactwo od nędzy. Ci najlepsi operują wielkiego rzędu danymi. Co jednak dzieje się z każdym z nas, kiedy stajemy wobec autentycznego uczucia? Zastanawiam się nad tymi rzeczami ponieważ pretekstem do ich pojawienia się stała się wystawa o tym tytule(pełny tekst w katalogu). Wszelkie i obfite nawarstwienia sytuacji, domagają się odpowiedzi na pytanie; dlaczego nam nieustannie wędrującym ludziom, potrzebna jest sztuka? Zapewne jest tak dlatego, że oglądając tak jak na tej wystawie kilkadziesiąt propozycji wizualnych z zakresu bardzo różnorodnych praktyk estetycznych, doświadczamy niezwykłej koncentracji i wzmożenia przeżyć, co pozwala w jednej chwili obejrzeć życie z jego panoramą zdarzeń, które każde z osobna zawiera skondensowaną mądrość o tym co jest dla nas najważniejsze, a więc o jakości życia (także naszego) i treściach relacji wynikających z ogromu ludzkich doznań. Co ciekawe sztuka jest także w stanie zawrzeć w swych kolejnych narracyjnych odsłonach - w jednoczesnym tu i teraz - całe pasma zdarzeń, czyniąc to w formie zobiektywizowanej i uniwersalnej. A co jest najciekawsze ujawnia nam wskazówki myślowe w formach zewnętrznych (kształtach), archetypicznych i symbolicznych. I zawsze czyni to oddając sprawy życia w formach idealizujących, co znaczy przyjmujących (zakładających) wartości nieprzemijające. Sztuka zatem wiedzie nas ku rozpoznaniu prawdy i jest sama nie tylko w najwyższym stopniu zastanawiającym ale tajemniczym i atrakcyjnie pociągającym ku sobie jestestwem - bytem równoległym.
Konrad Ludwicki - Ojców
czymże jest sztuka jak nie transponowaniem realnych doświadczeń w inne wymiary, media, przestrzenie(płaszczyzny)
niemożnością kosztowania a pamięcią smaku zawartą w medium
inną rozkoszą a przyjemnością przesublimowaną
O
naturze mediów słów kilka
Według,
w tym samym stopniu jednoznacznie brutalnie wstrząsającego i bluźnierczego, co
niezwykłego i jednocześnie pobudzającego, stwierdzenia Baudrillard’a:
rzeczywistość nie istnieje[1].
Owszem mieliśmy okazje spotkać teorie odżegnujące się od stuprocentowej
pewności, że nasze życie ma charakter realistyczny, trwały i twardy. Słyszeliśmy
sentencje typu życie snem lub nawet snem wariata. Że jest iluzją i mają. Tylko
te dotyczyły życia, a twórca teorii symulakrów mówi nie o życiu jako takim, ale o rzeczywistości.
Czyli musimy tę (dającą pewną przestrzeń
potencjalnych możliwości, zdolności i nadziei) znamienną różnicę sobie uświadomić.
W odniesieniu do tej tezy zastanawia mnie i zajmuje z jednej strony sfera styku
i pokrywania się życia z rzeczywistością,
a z drugiej zgodności ich z ich obrazami. Stąd włączam w analizę stanowisko
Wilde’a, zajmującego się, nie raczkującymi wtedy mediami, lecz siłą rzeczy sztuką
i literaturą, które traktuję jako, komunikatywne wizualnie lub
tekstowo-wizualnie, obrazy.
Życie jest fenomenem
fizyczno-świadomościowym a rzeczywistość [2]
jednym z wielu jak się zdaje obszarów jego manifestowania się. Postaram się sprawdzić, a może tylko zrozumieć (lub do zrozumienie
się chociaż przybliżyć) prawdziwość twierdzenia/twierdzeń paryskiego filozofa.
Wyjątkowego jak dla mnie w skali całej historii myśli. Co znaczy, że mającego równie
wyjątkowo nielicznych poprzedników.
Jakie były jego przesłanki i podstawy do tak porażającego stwierdzenia o braku rzeczywistości. Życie i rzeczywistość nie są we wszystkim tożsame (bo być nie mogą) i tym samym mają odmienną naturę i własne obszary (zakresy) zjawiskowe. U podstaw pojmowania pojęcia rzeczywistości istnieje pozytywne założenie, że wszystko co do nas (czyli każdego ja z osobna) na różne sposoby dociera - a czego nie jesteśmy świadkami - w oczywisty sposób do niej należy. Nie musimy wierzyć, gdyż po prostu wiemy. Istnieje jednocześnie równoległa rzeczywistość naszych snów, doprawdy nie mniej realna w trakcie trwania od doświadczeń jawy. Liczba mnoga w warstwie językowej - co do świadomego i poznającego podmiotu - jest tu zwyczajowa, chociaż wszelkie sugestie do powszechności właśnie proponowanych opinii, mogą być dalej faktycznymi rozbieżnościami i w takim przypadku nimi pozostają.
Ostatecznie nie należy ich rozumieć jako uzurpację do monarszej godności, lecz tylko rodzajową artykulację piszącego podmiotu. Intuicje (wiara) i ich reprezentacje czyli znaki (wyznanie-ryt, wspaniałe świątynie, kult, rytuały i obrzędy) dają przeczucia wiecznych meta- i trans-rzeczywistości. Najciekawsze jest to, że zawsze żyjemy i postrzegamy rzeczywistość jako odrębne jednostkowe czy pojedyncze byty i indywidualne świadomości. Co znaczy, że całość przejawień i inne byty zawierają się w naszym postrzeganiu, umyśle. Wiemy, jak się zdaje, że dysponujemy tą świadomością rzeczywistości do momentu oddzielenia się ze światem fizycznym, czyli do śmierci.
McLuhan utożsamił relację przekazywanego obrazu (informacji) i przekazującego medium.
Jednak zdroworozsądkowo osądzić można, że nie ma znaku równości między rzeczywistością, czy ściślej prawdą o niej, a jej obrazem. Chociaż musi zapewne istnieć jakiegoś rodzaju (metafizyczny, mistyczny) między nimi istotny związek (przenikanie się), najsilniejszy w obszarze magii czy teurgii. Wiara w niego lub wykluczenie takiej możliwości były powodem antagonizmów i silnych konfliktów. Gdyż jak twierdzi filozof obraz nigdy nie jest tym, co skrywa prawdę. Obraz jest prawdziwy. To prawda skrywa to, że jej nie ma.[3] Napiszmy to zdanie prościej; obraz nie skrywa prawdy, ale prawda skrywa fakt jej nieobecności. Czyli tym samym obraz oddaje nieobecność prawdy, albo inaczej symulowaną obecność.
Istnieje pewna,
choć a rebus, paralela tej sytuacji u
Wilde’a. Bronił on bowiem jednoznacznie kłamstwa w literaturze i sztuce, ponieważ
jego zdaniem jeśli coś nie stłumi, a
przynajmniej nie osłabi naszej potwornej miłości faktów, to sztuka w krótkim
czasie musi wyjałowieć, a
Piękno zniknie najzupełniej.[4]
Poruszana przez autora Portretu Doriana
Gray’a postawa współczesnych mu powieściopisarzy jest najwyraźniej zbieżna,
z praktykami kartografów przywołanych za Borgesem przez Baudrillarda, którzy
tworząc mapę odwzorowywali teren tak precyzyjnie, że jednocześnie go niejako
pokrywali. Mapa zrastała się z terytorium. Dostarczali tym działaniem symulakry drugiego rzędu.
W analizie
Baudrillarda czterech stadiów historii obrazu skrywanie ma miejsce na jego
dwóch etapach. Na drugim etapie przemiany, kiedy obraz skrywa i wypacza głęboką rzeczywistość,
stanowi niewłaściwy pozór i należy do porządku złych wróżb. I na
trzecim gdy skrywa nieobecność głębokiej
rzeczywistości, udaje, że jest pozorem i należy do porządku czarnoksięstwa.[5]
Wilde
badał relację między życiem a sztuką, podobnie czyni Baudrillard, chociaż
zajmują go w najwyższym stopniu media masowe i dokonywana przez nie symulacja
obrazu życia, czyli rzeczywistości, popularne środki przekazu - tuba i ekran
kultury i sztuki w ich rysie natrętnie najszerszym, tak zwanym popularnym i powszechnie
masowym. Zarówno dla pierwszego, jak i drugiego z autorów następuje proces jakiegoś
super urealnienia rzeczywistości w jej pisarskim (naturalizm) i kolejno
telewizyjnym (hiperrzeczywistość) obrazie.
Dla pierwszego ze względu na nadmiar faktów w prozie, dla drugiego z
powodu zastąpienia ich precesją symulakrów, czyli nieskończoną ilością, teraz
także elektronicznych, powielanych odbić świata nawet w dwudziestoczterogodzinnych
retransmisjach na żywo. I w tym sensie każdy, jeżeli znajdzie
się w polu widzenia kamery, może być aktorem, bohaterem czy artystą.
Dla
dziewiętnastowiecznego angielskiego (irlandzkiego) dandysa zanik kłamstwa grozi
pisaniem powieści, tak podobnych do życia
samego, że niepodobna uważać je za możliwe. Czyżby było to przeczucie
symulacji. Przecież paryski filozof mówi o podobnej sytuacji, bo o utrzymywaniu
fałszu przez prawdę, skrywającą własną nieobecność. Logicznie rzecz rozpatrując,
jest to to samo. Wilde ostrzega przed zanikiem kłamstwa a Baudrillard każe myśleć o udawaniu
przez prawdę obecności (bo jak inaczej rozumieć skrywanie nieobecności). Zatem chyba
są to identyczne supozycje, mające w efekcie podobne znaczenia. Wilde pragnie
kłamstwa, a Baudrillard konstatuje chyba jednak z dozą trwogi zawłaszczenie rzeczywistości przez symulujące
czyli kłamliwe praktyki medialne.
Ale
u Baudrillarda prawda kłamie o tyle, że skrywa, że jej nie ma. Zatem jest skoro
może symulować własną obecność. Spytajmy po raz kolejny, co to może oznaczać? Raczej
tyle, że wprowadza fałsz, co do jej charakteru (jakiekolwiek kłamstwo powinno
być poza prawdą, ale bez odniesienia do prawdy nie możemy stwierdzić kłamstwa)
i stanu bycia (skrywa, że jej nie ma). Rodzi się pytanie o powód i sens takiego
zachowania się prawdy. Zdanie to oznacza niejasność relacji na planie bytności
prawdy, więc fałszowanie stanu faktycznego lub taki zamiar. Wprowadza, by użyć
technologicznych pojęć usterki i zakłócenia. Obraz telewizyjny, jak
i każdy obraz fotograficzny, fotocyfrowy (ale i każdy inny tradycyjny), zawsze jest
prawdziwy. Przy czym na boku pozostaje kwestia kopi czy falsyfikatu. Ale nawet w
sytuacji jak najbardziej szczerej woli bezpośredniości odniesienia do przekazywanej
sytuacji rzeczywistej i jej prawdy, i tak nigdy do końca nie ma możliwości przekazania
całej prawdy o przekazywanym zjawisku, wydarzeniu czy problemie. Bo prawda - czy to w obrazie czy w powieści
(szerzej w sztuce) - całościowa nie jest po prostu do oddania. Nie chodzi o sytuacje kiedy, co jest
nagminne, jest manipulowana w celach strategii politycznych, wszelkich praktyk
manipulacyjnych ale chociażby z powodu nieprzygotowania (przypadkowości) przekazujących.
Obraz może ukazywać inne rejony niż wprost rzeczywiste, ale ich fantastyka i
wyobrażeniowość, czy niedostępność w bezpośrednim doświadczeniu będą wzbudzały dwuznaczne
odczucia. Nie w przypadku doskonałej symulacji Baudrillowskiej alegorii
wyprzedzenia mapy przez terytorium. Tak
właśnie żyje hiperrealna prawda przekazów nie licząc się z rzeczywistym światem,
będącym już jedynie reprezentacją i referencją pustyni.
Obraz
mający ambicje przekazania rzeczywistej pełnej i obiektywnej realności czy to jako
migawka flash news’a czy bardziej rozbudowana forma przekazu (z elementami
autoanalizy procesu transmisji) zuboży, wypaczy ją, ulegnie ona w nim – jak chce paryski mistrz - spłaszczeniu
do modułów operacji programowych i nuklearnej fragmentaryzacji. Zatem raczej
problem niemożności odsłonięcia prawdy tego co przekazywane, leży w naturze medium, które po
McLuhanowsku jest przekazem. Innymi zagadnieniami są takie jak np. ograniczenia percepcji i możliwości
poznawczych. O czym doskonale bezwzględnie
przenikliwy krytyk kultury musiał wiedzieć. A ekstrawagancki gentelman symulację
świata w literaturze poprzez
naturalizm z przekonaniem odrzucał jako niezrozumiałe naiwne uroszczenia,
zagrażające wyobraźni i smakowi estetycznemu. Uważał on wręcz, że to życie
naśladuje sztukę i, że prawda jest
jedynie i wyłącznie kwestią formy. Do niej [sztuki] należą „formy prawdziwsze od ludzi żywych”. Sztuka nie wyraża nigdy nic innego, jak tylko samą siebie. [6]
Czyli jest absolutnie tożsama z własnym medium.
Trzeba
też uświadomić sobie, że operujemy intuicją rzeczywistości, gdyż nie jest ona
jakąś bezwzględną wartością w sensie niezmiennych miar, choć tak ją potocznie
postrzegamy, ale już nie na poziomie nauki najnowszej (fizyka kwantowa). Mieszczą się w niej antynomie, a co
najważniejsze zawsze jest rozumiana i odczuwana jednostkowo i indywidualnie,
chociaż potwierdzana świadectwem zbiorowym najczęściej o cechach represyjnych,
opresyjnych a wyjątkowo
błogich lub w mniejszej skali dwuznacznych, lub paranormalnych. W tej kwestii
nie ma jakiegoś jednoznacznego arbitrażu. Ale Baudrillardowi o to, tak
zniuansowane, pojęcie tutaj nie chodzi. On zestawia ją na poziomie prawdy i nieprawdy,
realności i hiperrealności.
Rzeczywistość - jak ją rozumiemy - z jej wszystkimi
poziomami i planami jest przestrzenią sumującą i zawierającą wspólne postrzeganie istot
bytujących w niej w jej danym momencie, nieważne na ile dającym się objąć świadomością,
pamięcią czy skalą czasu. Życie jest fragmentem i częścią rzeczywistości i w
jej ramach, nierozłączne od niej. Ale nie da się wykluczyć jego nieskończoności
czyli możliwości przekroczenia rzeczywistych
ograniczeń zarówno w kierunku w przeszłość (np. historia alternatywna, regresja
hipnotyczna i genetyka),
jak i ku przyszłości. Zmienia się życie przechodząc poprzez fazę rzeczywistości
i zmienia się rzeczywistość, w
której zamieszkują kolejne byty i ich świadomości.
Zdaniem Wilde’a kłamstwo pozwala
uniknąć banalności przykrej skrupulatności.
Bo w gruncie rzeczy cóż stanowi
istotę pięknego kłamstwa? To, że samo się daje poznać. I tu też, dość
odległy już w czasie, dandys myśli zbieżnie z analitykiem i krytykiem naszej
kultury bo jak uważa usiłowanie
uczynienia jakiejś historii zbyt prawdziwą, w rzeczywistości pozbawia ją
prawdopodobieństwa – jest to nowoczesny występek[7]...I
ten występek jest w
różnym stopniu cechą wszechobecnego ekranu fundowanego nam przez korporacje produkcji
obrazów. Wygląda na to, że ich
właścicielem jest Ministerstwo Prawdy. A każdy ekran ma dwie strony.
Dla Baudrillarda
monitor telewizyjny był ucieleśnieniem znikania
obrazów i przekształcania widzów w przezroczyste ekrany[8].
Uważajmy może zatem na totalnie wszędobylskich szklanych i plazmatycznych.
[1] J. Baudrillard, Symulakry i symulacja, Wydawnictwo Sic!
S.C., Warszawa 2005
[2] Jest rzeczą zupełnie
zrozumiałą, że rzeczywistość jest wspólnotą mentalną wszystkich aktualnie myślących
i posiadających świadomość istnień.
[3] J. Baudrillard, op.cit.,
Baudrillard przypisuje tą sentencję Koheletowi, co podważa wydawca.
[4] O. Wilde, Zanik
kłamstwa. Dialog[1889] w: Moderniści o sztuce, wybrała, opracowała i
wstępem opatrzyła Elżbieta Grabska, Państwowe
Wydawnictwo naukowe, Warszawa 1971, s.153-177
[5] J. Baudrillard,
op.cit.
[6] O. Wilde, op. cit.
[7] Ibidem
Tkwić w zachwycie[1]
Mowa
o wystawie Mandale/Wielki duch Magdaleny Uchrońskiej w Miejskiej Galerii
Sztuki w Częstochowie (grudzień 2020). Była ona propozycją wyjątkową pod
względem zastosowanej formy wyrazowej i zawartości poznawczej w obszarze i na
gruncie wiedzy wewnętrznej (ezoterycznej). Artystka tworzy własne struktury
mandali czy też yantr, które obrazują symbolicznie - a zdaje się też że realnie
- relacje sił wszechświata, mających manifestacje między kwadratem (ziemia,
człowiek) a okręgiem (niebo, kosmos). Diagramy lub też ideogramy aspektów
uniwersum określane są jako podpory i narzędzia w systemach
filozoficzno-religijnych. W Europie wykorzystywał je między innymi Pitagoras.
Były stosowane nawet w chrześcijaństwie, jak na przykład labirynt w niezwykłych
i cudownych katedrach gotyckich. I także w architekturze, gdzie obecny był
problem kwadratury koła w głównie w planach kościelnych budowli, ich
wieżach i kopułach.
Można
je wszystkie sprowadzić do podstawowych praw świata, zawartych w świętej
geometrii.
Malarka
zamieściła w katalogu wiele wypowiedzi przywódców duchowych, których intuicje
pokrywają się z twierdzeniami Einsteina i mówią o potrzebie otwartości,
spontaniczności, wyobraźni i miłości do każdego istnienia. Prowadzi nas
ona medytacyjnie poprzez świat form mówiących i zakotwiczających nas w proces
wzrostu mentalno-duchowego. Zadziwia, że dzieje się to w języku
geometrii, łagodzonym formami organicznymi. Stąd rozpoznajemy przyswojone
i na nowo zaadaptowane elementy kosmicznego kwiatu i drzewa życia, przeważnie z
silnie zaznaczonym centrum (Górą Meru, Axis Mundi- oś i ramię świata).
Symbolika
taka jak omawiana jest elementem poznania inicjacyjnego w ruchach
hermetycznych (dla wtajemniczonych).
A
ponieważ mówimy o dziełach artystycznych trzeba zwrócić uwagę na walory
estetyczne tych mandali, ich łagodne tony barwne rozwijają się na wybranej
dominancie i budzą dobry kontemplacyjno-uspokajający nastrój umysłu i ducha.
Utkane z podstawowego znaku punktu (jak w sztuce Aborygenów) strukturalne sieci
tych mandali, komponują się z poszczególnych elementów geometrycznych,
reprezentują konkretne fenomeny i otwierają naszym zmysłom przyjazną
przestrzeń i proponują wgląd w naturę zjawisk.
Taka
postawa artystyczna zakłada wiarę w moc sztuki ale co cenne nie jest jak to
często bywa uganianiem się za ułudą instynktów i emocji.
Propozycja
Uchrońskiej jest też pozytywnym przykładem pracy twórczej opartej o solidną
podstawę, wyrażającą się w podejmowaniu wyzwań i świadomość, że przekaz
wizualny rządzi się swoimi regułami komunikacyjnymi.
Magdalena
Uchrońska chroni nas jej gwiezdnymi
talizmanami.
[1] Figura zaczerpnięta z wypowiedzi A. Einsteina, zamieszczonej w katalogu Mandale/Wielki duch Magdaleny Uchrońskiej, Miejska Galeria Sztuki w Częstochowie, grudzień 2020.
Moje szachy[1]
Nasze ruchy są ważne, dlatego nasza uwaga powinna się na nich skupiać, nie mniej podczas gry w szachy. Nie należy pozwalać na jej rozpraszanie w żadnej formie.
Niezmierzona jest historia pojawienia się i ewolucji gry w szachy, jak i jej możliwości zrozumienia taktycznego (rozgrywania). Na sześćdziesięciu czterech polach ruchy z założenia skrajnie racjonalne, uzyskują wymiar tyle realny, co nieprzewidywalny. Przy założeniu równych zdolności partnerów, warunkujących im odpowiednio satysfakcjonujący poziom gry.
Szachy to królewska (szach znaczy król) dziedzina spekulacji strategicznych, w której zdolności umysłu do przewidywania ćwiczą się w górowaniu (królowaniu) nad stwarzającym zagrażającą sytuację wrogiem. Co ma doprowadzić do odżegnania niebezpieczeństw i jego końcowego pokonania.
Mówimy o strukturze i systemie (algorytmie), który alegoryzuje i metaforyzuje życiowe posunięcia i zamiary, jak i ich skutki. Sztuka sama w sobie. Motyw gry w szachy ma swoją ikonograficzną historię w dziejach malarstwa, same też modele szachów stanowią niekiedy szczyty artystycznego rzemiosła. Każdy ma internetową przeglądarkę, serwującą ilustracje i bibliografię.
Mistrzowie szachowi to największe, najbardziej tęgie głowy, umysły logiczno-matematyczne, na wskroś przenikliwe kalkulujące, ich zdolności operacyjne są jak najpewniejsze przeczucie intuicyjne. To na obszarze fizyki granicząca z magią zdolność przewidzenia zachowania kwantów, wejście w obręb tajemnicy absolutu, poznanie jej i możliwość nauki i zastosowania jej w praktyce.
Świat szachowych figur jest odbiciem ludzkich relacji i ról. Jest to świat monarchii, jej nienaruszalnego porządku ze ściśle wyznaczonym miejscem w hierarchii i określonym podziałem możliwości i kompetencji. Jesteśmy bowiem na dworze królewskim z jego etyką i etykietą, statusem i patosem. Ostatnio jednak pojawiły się głosy skrajnie progresywnych lewackich aktywistów politycznych, uważających, że jest to gra odbywająca się w obrębie niewłaściwych systemów wartości i należy zakazać tej reprezentacji trwałego, porządku symbolicznego, dotychczasowego paradygmatu ludzkości.
Zastanawiające, że rządząca - według zasady tej gry - kolorem królowa (dama) występuje zamiennie jako hetman. Coś jakby na kształt współczesnych kwestii genderowych. W grze są także postacie być może hybrydalne ludzko-zwierzęce, są to skoczki (konie). Należą tu także elementy architektury obronnej - wieże. I bezosobowe zdaje się gońce (specjaliści od poruczeń specjalnych). Figury, jak i pionki, tworzą za każdym razem różne możliwe kombinacje w zależności od sytuacji na planszy, ale poruszać się mogą jedynie w ściśle określony sposób. Przytomność wielości potencjalnych ich ulokowań i zakres przewidywalności ruchów oponenta, decyduje o wygranej. Razem te możliwości tworzą niezwykłe wykresy geometrii, boskiej geometrii chciałoby się powiedzieć.
Stają zatem wobec siebie dwie tak samo na początku zorganizowane feudalne (kapitalistyczne, korporacyjne, rodzinne, narodowe, klasowe, partyjno-koteryjne) społeczności, z biegiem czasu najczęściej któraś z nich zacznie dominować, mogą tkwić w nierozstrzygniętym status quo lub utkwić w czymś - najbardziej strasznym, przerażającym - w znieruchomieniu pata. To jednak o walorze gry decyduje możliwość przesilenia, jakby wisiała wciąż w powietrzu, a po nim kolejno odwrotu biegu niekorzystnych dotychczas zdarzeń. I dalej należy umieć szachować ale nie nadaremno, jak już to z matem.
Dostrzec można paralele z talią z wielkimi arkanami Tarota, z ich o wiele bardziej rozbudowaną symboliką jednoznacznie odnoszącą się do holistycznego kosmicznie usytuowanego modelu świata i wędrówki w nim, którą zaczyna głupiec.
Biel i czerń, czy też kolor jaśniejszy i ciemniejszy, pól szachownicy, to rudymenty dualistycznej natury wszechrzeczy, dobro i zło, dzień i noc, przyjaźń i wrogość, aktywność i kontemplacja... Antynomiczne napięcie, ale być może i jedność, tak jak intuicji i wiedzy. Dialektyka wyboru i jego konsekwencji, obranie jednej z binarnych możliwości: ofensywy lub defensywy, kreatywności lub pasywności. Biało-czarne szachownice posadzki znajdziemy w kościołach i lożach wolnomularskich, pałacach możnych. Przywodzą na pamięć kwadratowe labirynty. Czarny krzyż (kilka kwadratów) na białym płaszczu jako jedyni spośród zakonów rycerskich nosili Krzyżacy.
Równa ilość pól białych i czarnych może być odwzorowaniem równej ilości materii i antymaterii we wszechświecie o czym czytamy w najnowszych doniesieniach z CERN.
Nakładają się już w związku z tą tajemniczą grą symbole walki, podróży i błądzenia, odsłaniają się archetypy (prymarne wzorce), wola walki i zwycięskiego pokonania tak niepewności, jak i pułapek (gambit).
Ilość pól szachownicy to 64, z czego połowę zajmują wyjściowo figury, których jest 16 w jednej drużynie. The Beatles nagrali piosenkę When I sixty four, która znalazła się na albumie Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band z okładką z wizerunkami wielu znanych postaci w tym oczywiście z samymi autorami muzykami. Tych portretów miało być więcej… Ta liczba lat oznacza przełom w biologii człowieka popadaniu w zastygłość starości. Skończyłem już jakiś czas temu 64 lata, przeto wiem iż mimo mojej niewiedzy na temat tej w najwyższym stopniu spekulatywnej gry, oznaczało to drastyczne ograniczenie moich aktywności (to już bez mała wiek emerytalny) zainteresowań sztuką, bowiem gra nie ma 65. pola… Ale uczę się codzienną wielokrotną grą z komputerem (Chess Titans), ćwicząc zdolności umysłowe, by uciec przed demencją...
Jak możemy przeczytać w Wikipedii[2] „z uwagi na wielką liczbę możliwych wariantów gra w szachy nie została dotąd rozwiązana, to znaczy nie wiadomo czy istnieje strategia gwarantująca wygraną którejkolwiek ze stron. Zatem jeżeli dla białych istnieje strategia gwarantująca wygraną, to strategia ta jest równocześnie strategią gwarantującą białym uniknięcie porażki. Jeżeli zaś dla białych nie istnieje strategia gwarantująca wygraną, to tym samym istnieje strategia gwarantująca czarnym uniknięcie porażki”.
Wagę tej gry, jej doniosłość przedstawił Bergman w filmie Siódma pieczęć, w którym w szachy gra ze śmiercią o swoje życie rycerz, i przegrywa. Zatem śmierć ogra każdego, nawet najlepszych mimo ich znaczenia, woli, natężenia myśli i zastosowanych forteli.
Jedno jednak jest najistotniejsze - podjęcie i piękno walki. Losowanie koloru na początku gry zamyka finalnie ludzkie fatum.
W czasach kultury cyfrowej możemy grać ze sztuczną inteligencją. Są komputery z którymi nie sposób wygrać, ale jest to tylko wskazówka, by nie tracić z pola widzenia ludzkiego horyzontu, z jego przygodą i wyzwaniami. I by patrzeć na stosowanie sztucznej inteligencji podejrzliwie .
Co jednak, kiedy szachy wygrywają ze sztuką? A tak było w przypadku największego niszczyciela sztuki Marcela Duchampa, który dał sztuce mata. W drugiej dekadzie XX wieku dokonał udanego sabotażu poprzez zainicjowanie antysztuki, wprowadzając jako dzieła sztuki przedmioty gotowe ready made: stojak do suszenia butelek, taboret z kołem rowerowym i w końcu… pisuar. Duchamp kończy oficjalnie w 1936 roku aktywność artystyczną, w której w kilku przypadkach podejmował tematykę gry w szachy. Był mistrzem szachowym, teoretykiem tej gry, miał dotyczącą jej rubrykę prasową. Okresowo zajmował się wyłącznie szachami co obwieszczał. Co miało wpływ na jego decyzję? Są to pociągające umysł tajemnice tej gry, którą preferował?
Wspomniana w tytule potrzeba uważności jest częścią buddyjskiej nauki. I chyba dlatego należy przemyśleć gruntownie sprawę podjęcia ewentualnego, hipotetycznego rewanżu na zwyciężającym przeciwniku (przy wspomnianych równych szansach). Bo odstąpienie od niego jest oznaką dojrzałości i rozwoju, zyskania przestrzeni spokoju ducha, bowiem gra nie jest realną walką. Na pewno?! Być może wystarczy po prostu roszada.
I warto pamiętać jaką niezwykłą lekcję daje gra co do awansu społecznego. Otóż z niemogącego się cofać chłopka (pionka) czyni hetmana w ramach jedynie możliwych rygorów, waleczności, umiejętnego ustawienia,, protekcji, pracy, zdolności, sprytu, inteligencji i szczęścia lub powołania.
Uważam też, że arcymistrzostwo świata nie daje automatycznie mądrości.
[1] Jest to nieco zmieniona wersja artykułu opublikowanego w Magazynie Szachista, luty 2018.
[2] https://pl.wikipedia.org/wiki/Szachy